Byle do wiosny?
Także w grudniu zaplano kolejne spotkanie Rady Europejskiej, podczas którego omawiany będzie Pakiet klimatycznoenergetyczny.
Francja dąży do tego, aby podczas grudniowego szczytu dokument został ostatecznie przyjęty. Takiej opcji nie wykluczał m.in. Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera. Możliwe jest jednak, że Pakiet w grudniu br. nie zostanie przyjęty, ponieważ Polska i inne kraje Unii Europejskiej, w gospodarkach których węgiel odgrywa dużą rolę, nie zgodzą się na jego zapisy.
- Czy musimy przyjąć Pakiet klimatyczno- energetyczny do końca roku? W mojej ocenie - nie. Nic się nie stanie, jeśli w tym roku pakiet nie zostanie przyjęty.
Nie zostanie przyjęty program, który będzie programem niszczenia polskiej gospodarki.
Musi być program uwzględniający nasze realia - podkreśla Bernard Błaszczyk, wiceminister środowiska.
Także Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego, nie jest przekonany, że w grudniu muszą zapaść ostateczne decyzje dotyczące Pakietu klimatyczno-energetycznego.
- Nie jest wykluczone przesunięcie decyzji w sprawie Pakietu na marzec 2009 r.
Przywódcy unijni muszą bowiem brać pod uwagę również niepewną sytuację finansową.
Obydwa warianty, pakiet w grudniu lub parę miesięcy później, są prawdopodobne w 50 proc. - ocenia Buzek.
Jego zdaniem, jeśli decyzje zapadną już w grudniu br., to nie będą złe dla Polski; będą to rozwiązania, które będziemy mogli zastosować.
- Rząd Polski, polscy europarlamentarzyści, przedstawiciele rodzimych firm oraz związki zawodowe wykonały dużą pracę, aby pokazać zagrożenia wynikające z realizacji Pakietu. Polska nie neguje celów Pakietu klimatyczno-energetycznego, w pełni popieramy cel zasadniczy, czyli 20-proc. redukcję gazów cieplarnianych do roku 2020. Chcemy jednak to robić inaczej, niż proponuje Komisja Europejska - stwierdza Buzek.
Pakiet to nie wszystko
Według Stanisława Tokarskiego z Tauronu, Pakiet klimatyczno-energetyczny należy rozpatrywać łącznie ze zgłoszoną nowelą dyrektywy IPPC (w sprawie zintegrowanego zapobiegania i ograniczania zanieczyszczeń). W szczególności dla polskiej energetyki, opartej na węglu, oznacza on między innymi przedwczesne wycofanie kolejnych mocy wytwórczych przed ich technicznym wyeksploatowaniem.
- Dotychczas wymogi dyrektywy LCP wymuszały w naszym kraju trwałe wyłączenie z eksploatacji ok. 12 tys. MW mocy zainstalowanej, czyli ponad 50 proc. mocy polskich elektrowni systemowych, do 2020 roku. Podejmowane w tej chwili inwestycje, w tym w elektrowniach Łagisza i Bełchatów, jak również możliwości importowe Polski nie zapewnią odpowiedniego poziomu mocy dostępnej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym począwszy od 2015 roku, zwłaszcza w kontekście prognozowanego rozwoju gospodarczego - ocenia prezes Tokarski.
Tokarski przypomina, że według szacunków w Polsce może zabraknąć od 6 tys. MW do około 16 tys. MW mocy w 2020 roku.
Polityka środowiskowa Unii Europejskiej zmierzająca m.in. do redukcji emisji CO2 z pewnością dotknie polskie górnictwo. Niektórzy przedstawiciele sektora węglowego zdają sobie z tego sprawę.
- Konieczność ograniczenia emisji CO2 to, w krótkiej perspektywie, techniczny problem energetyki. W dłuższej perspektywie to także problem górnictwa węgla, ponieważ może dojść do zmiany paliwa używanego przez energetykę - przyznaje Jarosław Zagórowski, prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Zmiana paliwa jest nieunikniona.
W roku 2020 ok. 15 proc. energii ma być produkowanej w źródłach odnawialnych, z pewnością do tego czasu wrośnie także udział gazu w produkcji energii, wynoszący obecnie ok. 2 proc. W roku 2030 ma pojawić się energetyka jądrowa.
źródło: Nowy Przemysł





.jpg)





